Sprawa starego kościoła – przesądzone?

Podczas mszy na koniec roku w Sylwestra ksiądz proboszcz powiedział co nieco o planach dotyczących starego kościoła. Wiadomo już oficjalnie co zamierza z nim zrobić – i właściwie tylko tyle. Wiadomo, że czynione są starania o przeniesienie go do skansenu w Kolbuszowej. Na czym te starania polegają – nie wiadomo. Na jakim są etapie, czy wszyscy przyklasnęli temu pomysłowi – nie wiadomo. Kto komu miałby zapłacić i ile – nie wiadomo. Jakie są koszty takiej operacji i kto miałby je pokryć – nie wiadomo. Znany jest tylko cel – pozbyć się starocia, niech nie zawadza.

Prawdopodobnie ktoś się temu sprzeciwia. Może konserwator zabytków, może któryś biskup. Gdyby tak nie było to „starania” najprawdopodobniej byłyby już dawno zakończone. Podobno konserwator diecezjalny chciałby aby kościół pozostał na swoim miejscu. Ale po co o takich rzeczach informować? Jeszcze by się obrońcy kościoła dowiedzieli, że mają wsparcie. Ktoś by się mógł dowiedzieć, że ma poparcie u parafian… Lepiej nie, niech każdy myśli że wszyscy inni chcą mieć problem z głowy.

Ks. Wacław zastosował sprytny chwyt twierdząc, że jemu również szkoda starego kościoła ale nie ma innego wyjścia, że koszty są bardzo duże i parafia musiałaby wszystko pakryć samodzielnie. Powołał się na księdza z Trzcinicy, który ponoć narzekł, że obiecywano mu pomoc w renowacji a teraz kościół jest olbrzymim ciężarem dla parafii, że gdyby wcześniej wiedział że tak będzie to nigdy by się na remont nie zgodził. (Czy ktoś zna jakieś bliższe szczegóły i mógłby obiektywnie się na ten temat wypowiedzieć?) Gdybyśmy mieli tysiące to może…
No tak, parafia jest biedna, bardzo biedna… Nie stać nas na stary kościół… Nie ma pieniędzy na remont… A na nowy to są… Na wybudowanie byly, na wyposażenie są i na przyszłe pomysły będą ale na to co nie jest „made by ks. Wacław Rybka” to nie ma.
Zresztą każda suma się przyda na upiekszanie nowej światyni. Po co „marnować” pieniądze na remont kilkusetletniego budynku skoro można je wykorzystać na kolejne dzieło upamiętniające Wielkiego Proboszcza. Lepiej pozbyć się balastu a za zarobione pieniądze kupić jakąś ozdóbkę do nowego kościoła albo (jeszcze lepiej) na plebanię…

Ciekaw też jestem w jakim sensie ten kościół ma służyć innym w tym skansenie, będą tam odprawiane msze?

Czy faktycznie nas nie stać na własny zabytek?

Może stworzyć osobny komitet do remontu starego kościoła, osobne konto, osobne składki. I wtedy by się okazało czy rzeczywiście nie ma pieniędzy na remont.
Wiele osób dawało pieniądze na budowę choć było temu przeciwnych. Na przykład ja na stary kościół płaciłbym o wiele chętniej i może nawet więcej.

Tylko że gdyby każdy miał możliwość wyboru na co płaci to mogłoby się okazać że nie byłoby funduszy na kolejne gadżety do nowego kościoła. Tak, gadżety. Bo jak nazwać te elektroniczne kuranty które nawet nie dzwonią na mszę? Na ten rok zaplanowana jest budowa dzwonnicy – po co skoro z tego co jest nie robi się użytku? Do tego jeszcze jakieś klombiki czy inne duperele i pieniądze się zawsze przydadzą. Nie ma takiej sumy, która by była za duża.

Wiadomo, że gdyby wydzielić osobno fundusze na stary kościół to by na to brakło. A tak, wszystko idzie do jednego wora i chcesz czy nie chcesz – finansujesz to, co ksiądz proboszcz sobie umyśli.

Oczywiste, że na utrzymanie nowego kościoła potrzeba pieniędzy. Skoro zafundowaliśmy sobie taką fanaberię to teraz trzeba ponosić konsekwencje. Ja też, mimo że wolałbym utrzymywać stary kościół, nie uchylałbym się od bieżącego utrzymania nowego. Ale tylko bieżącego i tego co niezbędne (światło, ogrzewanie, sprzątanie) a nie kolejnych megalomońskich aspiracji proboszcza czy innych osób. Dodatkowo jeszcze nieraz kompletnie nieprzemyślanych, jak np. zasianie trawnika, następnie wypalenie śrdokiem chemicznym całego trawnika, przekopanie go, zasadzenie paru rządków krzaków i ponownego zasiania trawy – gdzie tu rozsądek, gdzie tu oszczędność?

Czy w Szebniach naprawdę nie ma nikogo, kto mógłby się zająć organizacją takiego komitetu? Może i nie. Szebnianie niestety są bardzo bierni. Pogadają sobie, ponarzekają ale się nie sprzeciwią.
Przecież gdyby znalazło się kilka osób (albo nawet jedna) które zajęłyby się organizacją i ruszeniem sprawy z miejsca, to jestem przekonany, że pozostali by pomogli.
Niestety większość ludzi nie wierzy że może mieć jakis wpływ na bieg wydarzeń a ci którzy mają większą siłę głosu wolą się nie wychylać lub chcą się przypodobać proboszczowi. A najbardziej smutne jest to, że jednym z najgorętszych sprzymierzeńców proboszcza jest pani historyk – osoba której, jakby się wydawało, najbardziej powinno zależeć na ochronie zabytków.

Jedna myśl na temat “Sprawa starego kościoła – przesądzone?

  1. Mury starego kościoła to relikwia. Tam jeszcze nasi prapradziadowie przynosili do chrztu naszych pradziadów itd aż do naszych czasów. Ci co nie czuja tego klimatu nie zrozumieją. Co mają w sobie mury nowego kościoła – nic a razie nic. Może za 300 400lat ??Zaopiekujmy się starym kościołem. Jesteśmy to winni naszym przodkom i swoim dzieciom

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s